06-11-2009

Smar SW - Samobójstwo [1996]


TRACKLISTA:
1. Strach (211 kbps)
2. Na rzeź (204 kbps)
3. Kultura wieku atomowego (203 kbps)
4. Świadoma droga (222 kbps)
5. Antidotum (220 kbps)
6. MIasto (243 kbps)
7. Skowyt (240 kbps)
8. Samobójstwo (216 kbps)
9. Obcy (196 kbps)


Pamiętam kasetę wydaną przez QQRYQ, o tym, że ten materiał wyszedł na CD (Canal 666) dowiedziałem się w sumie niedawno. Jeśli ktoś wie, gdzie można kupić płytę, niech da znać - usunę upload i poinformuję o możliwości kupna Samobójstwa.

Smar SW zaczynał od prostackiego punka, a skończył na muzyce, która bardziej może się kojarzyć z Neurosis niż z jakąś jabolową chujnią. Najlepszy na płycie jest Skowyt - fenomenalny kawałek napisany do wiersza Ginsberga. Zresztą płyta nie ma słabych stron, a Świadoma droga, Antidotum czy Na rzeź miażdżą jaja. Jeżeli chodzi o autorskie liryki, to mamy tu refleksje na znane tematy (państwo, religia, cywilizacja), ale podane w ciekawej formie. Widać, że ich autor na widok książki nie chowa się w szafie.

Wrzucam Samobójstwo znalezione kiedyś w necie - w bardzo dobrej jakości.

Płytę nagrali: Yogurth - gitara i wokal; Kaktus - bas, Słoniu - bębny, Sezon - wokal oraz gościnnie: Cleo - wiolonczela i Bocian - konga. 

Kasetę można kupić tutaj. Jeżeli chodzi o cd, to nie mam pojęcia, czy jest gdzieś dostępny.

Obecnie chłopaki działają (chyba wciąż działają) jako THCulture.




 
 
Bonus nr 5: Nobuyoshi Araki
 



01-11-2009

Filmy [wrzesień, październik 2009]



Il Camorrista (Kamorysta; Włochy 1986; reż. Giuseppe Tornatore).  Widziałem to już jakiś czas temu, ale zapomniałem o filmie Tornatore wspomnieć. To pełnometrażowy debiut Włocha. Niezły film, z dobrą rolą Bena Gazzary. Problem w tym, że część obsady gra tutaj, jakby przeniesiono ich z Tancerzy. Najciekawsza jest postać siostry głównego bohatera (Laura del Sol), w jakiś dziwny, uległy - choć nie jest pozbawiona dumy - sposób wiernej mu przez cały czas, niezależnie od sytuacji.  [4/6]

Secretary (Sekretarka; USA 2002; reż. Steven Shainberg). Historia lekko perwersyjnego związku sekretarki (fotka wyżej) mającej masochistyczne skłonności (mieć kiedyś taką) i jej pracodawcy (być nim). Świetne zdjęcia, intrygujący klimat i fantastyczna Maggie Gyllenhaal w roli głównej. [4/6]

Broken English (Złamany angielski; Francja , Japonia , USA 2007; reż. Zoe R. Cassavetes). Film córki Geny Rowlands i Johna Cassavetesa. Mimo szczerych chęci ciężko mi się wczuć w rolę kobiety szukającej miłości. Nie wiem, czy zmęczyłbym Broken English, gdyby nie świetna rola pięknej Parker Posey (fotka na dole). [3/6]

Proof (Dowód; Australia 1991; reż. Jocelyn Moorhouse). Dziwny trójkąt, w którego skład wchodzą: niewidomy fotograf (Hugo Weaving), przyjaciel, który opisuje mu, co znajduje się na zdjęciach (Russell Crowe) oraz gosposia mająca obsesję na punkcie tego pierwszego (fantastyczna Geneviève Picot). Może brzmi to dziwnie, ale film jest kapitalny. [4+/6]

Empire Falls (USA 2005; reż. Fred Schepisi). Dobry, telewizyjny film. Zwraca uwagę świetna obsada. W roli głównej Ed Harris, a najlepiej wypada Paul Newman, który wcielił się w dość nietypową dla swego emploi postać. [4/6]

Wallander: Sidetracked (Wallander: Fałszywy trop; Wielka Brytania, Szwecja 2008; reż. Philip Martin). Współczesny kryminał to zazwyczaj nie rzecz w stylu skądinąd świetnego Columbo. Morderstwo nie jest, jak tam, czymś, co się wydarza tylko po to, by kumaty detektyw mógł się wykazać. W Wallanderze przypomina raczej o tym, że świat, jakby się nad nim zastanowić, nie bardzo nadaje się do życia. Przygnębiający, świetny film. Choć mnie trochę trudno przyzwyczaić się do Kennetha Brannagha, bo twarz Wallandera ma dla mnie Kristen Hennriksen. Z drugiej strony, ten aktor, po przeczytaniu przeze mnie książki Mankella, też z początku mi nie podchodził. [4+/6]

Regarde la mer (Spójrz na morze; Francja 1997; reż. François Ozon ). Ten krótki i zapewne niedrogi film może się podobać: ma świetny, niepokojący klimat, który ewidentnie wciąga. Szkoda tylko, że punkt wyjścia dla całej historii jest idiotyczny. Nie wiem, jak głupi musiałby być ktoś, by wpuścić do domu osobę, która wygląda, jakby wróciła z rytualnego mordu, w dodatku niezadowolona, że był niedostatecznie krwawy. Chyba, że Ozon chciał w ten sposób pokazać absurdalność wielu horrorów. Chyba jednak nie. [4-/6]

Wallander - Luftslottet (Wallander: Zamki na piasku; Szwecja 2006; reż. Anders Engström). Wyjątkowo dołujący i chyba najlepszy Wallander, jakiego widziałem do tej pory. Ciekawie zostali sportretowani w nim zamożni ludzie. Trochę, jakby byli nieludzcy, z innej planety. [5/6]

The Curious Case of Benjamin Button (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona; USA 2008; reż. David Fincher). Po świetnym Zodiaku - duże rozczarowanie. Pomysł na Ciekawy przypadek jest 100 razy lepszy od filmu, który okazał się być po prostu nudny. Dobrze chociaż, że dzięki Cate Blanchett udało mi się go obejrzeć do końca. [3/6]

Girl 6 (Dziewczyna nr 6; USA 1996; reż. Spike Lee). Nie jest to najlepszy film Spike'a Lee, ale tę historię dziewczyny na telefon, która nie poradziła sobie na filmowych castingach, ogląda się świetnie. W roli głównej bardzo dobra Theresa Randle. [4/6]

Irina Palm (Belgia, Francja, Luksemburg, Niemcy, Wielka Brytania 2007; reż. Sam Garbarski). Ciekawa historia (babcia robiąca handjob w klubie, by uzbierać na operację wnuka). Do tego bardzo dobra rola Marianne Faithful. Problem w tym, że zakończenie musiał wymyślić ktoś, kto wiedzę o świecie czerpał z filmów Disneya. [4-/6]

Wallander: Firewall (Wallander: Zapora; reż. Niall MacCormick). Tym razem Kurt walczy z cyberterrorystami. Odrobinę rozczarowujący odcinek. Problemem jest to, że współpracownicy Wallandera są pozbawieni wyrazu. Zupełnie inaczej, niż ma to miejsce w szwedzkiej serii. [4-/6]

Wallander - Blodsband (Wallander: Więzy krwi; Szwecja 2006; reż. Stephan Apelgren). Najciekawsze w tym Wallanderze jest to, że pojawia się w nim był chłopak Lindy, córki Kurta, zamieszany w przestępstwo. Bardzo dobry, niemal jak zwykle, odcinek serii. [4+/6]

Rok spokojnego słońca (Polska, USA, RFN 1985; reż. Krzysztof Zanussi). Przyznać się do tego, że Zanussiego lubi się bardziej niż np. Tarantino, to tak, jakby zadeklarować się jako zwolennik PiS. Ja akurat lubię reżysera Barw ochronnych, a ten film należy niewątpliwie do jego najlepszych obrazów. Problem polega na tym, że ledwo znoszę aktorstwo grającej tu główną rolę Mai Komorowskiej. Na dodatek jej filmowa miłość została w wyjątkowo mdły sposób zagrana przez Scotta Wilsona. Świetni są za to w rolach szumowin: Janusz Gajos, Jerzy Stuhr i Zbigniew Zapasiewicz.  [5-/6]

Exit (Wyjście; Szwecja 2006; reż. Peter Lindmark). Niezły thriller z Madsem Mikkelsenem. Jest niepokojący klimat, są nielogiczności scenariuszowe, jest wreszcie zaskakujące - jak dla kogo - zakończenie. [4-/6]

Interiors (Wnętrza; USA 1978; reż. Woody Allen). Allen w stylu Bergmana. Dobrze byłoby zrobić remake tego filmu - we współczesnych wnętrzach. [5-/6]

Righteous Kill (Zawodowcy; USA 2008; reż. Jon Avnet). Jestem jedną z nielicznych znanych mi osób, której ten film się podobał. Obejrzałem, nieźle się bawiąc i nie ględząc, że to nie Gorączka, choć - z drugiej strony - gdyby nie De Niro i Pacino, to pewnie na film Avneta nie zwróciłbym uwagi. Rzecz na pewno lepsza niż jej polski tytuł. [4-/6]

Blood Diamond (Krwawy diament; Niemcy, USA 2006; reż. Edward Zwick). Z jednej strony film Zwicka w wyrazisty i brutalny sposób ukazuje ważny temat - z drugiej irytuje jego hollywoodzkość. Przemiana głównego bohatera (niezły DiCaprio) jest niewiarygodna, postać Maddy Bowen - trywialna i w kiczowaty sposób zagrana przez Jennifer Connelly, a niektóre ze scen kojarzą się z banalnym kinem sensacyjnym. W szkole dostawało się czasem 4 z dwoma minusami. W sumie na tyle można by ocenić Blood Diamond. [4-/6]

Angel (Belgia, Francja, Wielka Brytania 2007; reż. François Ozon). Ozon bawi się (?) konwencją melodramatu. Uciechy z tego filmu tyle, co z lektury Wyborczej. [3-/6]

Lokis. Rękopis profesora Wittembacha (Polska 1970; reż. Janusz Majewski). Z jednej strony rzecz nieco trąci myszką i irytuje nie najlepszą rolą Józefa Duriasza, z drugiej - Lokis to jednak udany film grozy, co - jak na polskie warunki - jest niemal cudem. [4-/6]

Kráska v nesnázích (Piękność w opałach; Czechy 2006; reż. Jan Hřebejk). Jeden Jan Hřebejk nakręcił więcej dobrych filmów niż wszyscy polscy reżysezy razem wzięci, jeśli by przejrzeć ich dokonania po upadku komuny. Piękność w opałach to prosta historia, ale scenarzysta Petr Jarchovský potrafiłby ciekawie opowiedzieć o Sebastianie Nowaku. Najciekawsza jest tu postać wujka Richiego (Jiří Schmitzer), naprawdę wyjątkowej mendy. Grająca główną rolę Anna Geislerová, nie jest może pięknością, ale ma więcej seksapilu niż jakakolwiek polska aktorka. Minus za beznadziejne piosenki pojawiające się w filmie. [5-/6]

Mýrin (Bagno; Islandia 2006; reż. Baltasar Kormákur). Ponury i dość obrzydliwy film. Zaczyna się obiecująco, gdy policjant mówi: "Typowa islandzka zbrodnia - brutalna i bezsensowna". Potem jednak obraz okazuje się być subtelny jak felietony Ziemkiewicza. Francuzi robią takie filmy 1000 razy lepiej. [3/6]

Romper Stomper (Australia 1992; reż. Geoffrey Wright). Film sprzedający odważną tezę, że i naziole mają uczucia. Oglądanie tych debili (policjanci i Azjaci też nie są w filmie przedstawieni jako klony Gandhiego, więc jest to jakaś tam wartość obrazu Wrighta) przez kilkadziesiąt minut może być męczące. Uzależniony od heroiny Daniel Pollock, grający przyjaciela głównego bohatera (Russell Crowe), przed premierą filmu popełnił samobójstwo. [3+/6]

Spider (Pająk; Kanada, Wielka Brytania 2002; reż. David Cronenberg). Z Cronenbergiem problem jest taki, że świetne pomysły przekuwa na przeciętne filmy. Pająk jest akurat dobrym filmem, tyle że - jak na twórcę Muchy - dość banalnym. Co do roli Ralpha Fiennesa, jedni powiedzą, że "świetnie się wcielił", inni - że gra jedną miną. [4-/6]







25-10-2009

Les Vampyrettes - Biomutanten [1981]



TRACKLISTA:

1. Biomutanten
2. Menetekel






Efekt współpracy Holgera Czukaya (przedstawiać nie trzeba) i krautrockowego producenta Conny'ego Planka, który grał też w Guru Guru, Clusterze (wydali w tym roku nową płytę) i Os Mundi. Bardzo przyjemna rzecz w klimacie ambientowym. Jest to jednak klimat filmu grozy, nie soundtrack do jazdy windą. Można również zassać wersję we flaku.


Bonus nr 3
 
A jako bonus moja ulubiona modelka Roya Stuarta:
 



16-10-2009

Early Humans - Early Humans [2003]




TRACKLISTA:

1. Paging Asshole (210 kbps)
2. Pylons for Emergency Powers (196 kbps)
3. Early Humans: The Dawn of Man(212 kbps)
4. Sanford Sun (208 kbps)
5. Are You Kidding (204 kbps)
6. [No Title] (184 kbps)
7. Bohica (217 kbps) 



Niewiele informacji można znaleźć nt. Early Humans. Wiem tyle, że wydali splita z Black Eyes, którzy zadedykowali im swój debiutancki LP. Poza tym można coś tam znaleźć na ich temat, ale niewiele. Jeśli ktoś wie, kto grał w EH i co teraz robią byli członkowie kapeli, niech da znać.


Bonus nr 2:

Kolejna kapela bez pań w składzie (albo nic o tym nie wiem, zresztą i tak nie mam fotki Early Humans), więc uatrakcyjniam posta zdjęciem przedstawicielki płci pięknej. Tym razem okładka książki Andreasa H. Bitesnischa Polanude, która chodzi za mną od jakiegoś czasu. Zawsze mi się wydaje, że ta dziewczyna trzyma w ręku szczoteczkę do zębów.


13-10-2009

OlaiBi - Humming Moon Drip/ハミング・ムーン・ドリップ [2006]



TRACKLISTA:
1. Owl tree
2. tower
3. tuk tuk
4. 太陽
5. ルーサンダ
6. ワハタン
7. NGOMA
8. Humming moon
9. taw bi da fay weuy
10. imbawimbo
11. ioenami





OlaiBi to zespól złożony z pań grających w Boredoms i OOIOO. Tworzą one transową muzykę, używając instrumentów perkusyjnych. Za pierwszym razem płyta wydała mi się genialna. Za drugim i następnymi - już nie. Ale warto ją poznać. W tym roku OlaiBi wydało nową płytę - Tingaruda (OOIOO zresztą też). Nie wsłuchałem się w nią jeszcze. Póki co mogę powiedzieć tyle, że jest na niej zdecydowanie więcej wokali.









30-09-2009

[reupload:] Rachel's - Music for Egon Schiele [1995]






29-09-2009

Bettie Page



Bettie Page to chyba najsłynniejsza pin-up girl w historii. Pozowała też do zdjęć w klimacie bondage i sado-maso. Pracowała m.in. ze słynnym Irwinem Klawem. Pewnie według dzisiejszych standardów uznano by, że ma za dużo ciała, mnie się jednak bardzo podoba.

Dopiero w grudniu minie rok od jej śmierci, ale ja przypominam ją teraz, bo wtedy notka o Bettie Page pojawi się na co drugim blogu.

Zuploadowałem trochę zdjęć i 2 krótkie filmy z udziałem Bettie. Warto też zajrzeć na świetną stronę poświęconą tej niebanalnej kobiecie - www.bettiepage.com.

Polecam również film The Notorious Bettie Page. Nie jest to wybitny obraz, ale dość dobrze ukazuje fenomen głównej bohaterki. No i genialnie zagrała Page Gretchen Mol (na fotce poniżej).